Europejska Konfederacja Związków Zawodowych powołała w 2007 roku specjalną grupę roboczą ds. mediów i komunikacji. Do udziału w jej pracach zaproszono przedstawicieli mediów związkówych z organizacji zrzeszonych w EKZZ oraz działaczki i działaczy, którzy zamierzają brać udział w ich tworzeniu.

Działalność grupy koordynują Patricia Grillo i Danielle Melli z biura medialnego EKZZ w Brukseli.

Tegoroczne spotkanie poświęcono głównie kompetentnej obsłudze kont związkowych na różnych portalach społecznościowych.

-Ogólne wnioski są umiarkowanie zadawalające. Związkom zawodowym nie jest łatwo przezwyciężyć pewne konserwatywne nawyki. Stąd między innymi problemy z efektywnym wykorzystaniem potencjału obszernego internetowego instrumentarium, choćby portali społecznościowych -- mówiłaPatricia Grillootwierając pierwszą sesję 23 października.

Myślenie zawsze w cenie

Trudno nie przyznać takiemu stwierdzeniu racji. Niestety, powyższe sformułowanie ujawania tylko część problemu. Warto bowiem przypomnieć, że sama Patricia Grillo, jeszcze rok temu sama wypowiadała się nader wstrzemięźliwie o możliwościach wykorzystania choćby portalu FaceBook.com. Poza tym w wielu związkach zawodowych wciąż brakuje zrozumienia istoty funkcjonowania na portalach społecznościowych.

-Nieostrożne i nieprzemyślane zakładanie kont na FaceBook.com czy Twitter jest gorsze niż zaniechanie działań w tym obszarze -- tłumaczyła Grillo. I znów ma rację, ale kwestia ta wymaga rozwinięcia. Dyskusja ujawniła, iż wielu dyskutantów odebrało to sformułowanie jako wieszczące niebezpieczeństwo np. ujawnienia jakichś “tajnych” materiałów czy możliwość zetknięcia się “niekontrolowanym” przepływem czy wymianą informacji, komentarzy czy wypowiedzi.

Zasadniczym problemem jaki powstaje po utworzeniu takiego profilu w sposób “nieprzemyślany”, to na ogół jego śmierć zaraz po urodzinach. Wielu związkowców wciąż nie rozumie, że ma ono służyć budowaniu wizerunku organizacji na zewnątrz i że sposób komunikowania musi być dostosowany do schematów wymiany wypowiedzi w danym obszarze (w internecie w ogóle, czy na portalach społecznościowych). Dlatego właśnie utworzenie profilu na tak popularnej platformie jak FaceBook.com (blisko 800 mln. użytkowników) wymaga, owszem, uwagi i ostrożności. W przeciwym wypadku osiąga się efekt odwrotny do zamierzonego -- uzyskuje się niedużą liczbę fanów, niewiele odwiedzin czy komentarzy. Brakfeedbacku zaś demoralizuje osoby odpowiedzialne za prowadzenie takiego konta i skutkuje to coraz rzadszymi i coraz bardziej niestosownymi -- z punktu widzenia kultury komunikacji w internecie -- aktualizacjami.

Upiór centralizmu demokratycznego krąży po związkach...

Kolejnym -- bardzo poważnym problemem -- jest brak autonomii decyzyjnej. Informacje w mediach poruszają się z prędkością światła, osoba, która ma redagować daną witrynę internetową czy profil na portalu społecznościowym nie może czekać, aż ktoś coś przeczyta, na coś się zgodzi, coś skonsultuje z kimś innym itp.

-Niestety bardzo wiele związków, zwłaszcza tych większych, to struktury niedecyzyjne. Trudno wyobrazić sobie nagłą rewolucję i przekształcenie całego ruchu w super elastyczne organizacje więc trzeba szukać innych rozwiązań. Wg. mnie najważniejsza jest postawa liderów, którzy muszą przyjąć do wiadomości, że się na mediach nie znają. Trzeba im to uświadamiać i wyjaśnić im, że kwestie aktualizacji profilu na FaceBook.com, Twitter, MySpace czy czymś podobnym nie mogą podlegać takim samym schematom proceduralnym jak stanowiska czy oświadczenia, których zresztą wydajemy, jako związki globalnie, wciąż zbyt wiele i których nikt nie czyta. Konta na portalach społecznościowych nie mogą być redagowane przy okazji, bo umierają -- muszą żyć własnym życiem, a opinia liderów jest do tego niepotrzebna. Potrzebna jest kompetentna młoda osoba, która wie co i jak należy robić, by promować takim profilem organizację, a nie ją kompromitować w oczach internetowej społeczności -- konstatowałDoyle Macdara z iralndzkiego ICTU.

Niemcy przykład dali

Gdy liderzy się nie wtrącają w bezpośrednie działania, lecz zdecydują się choćby pół etatu poświęcić właśnie kwestiom skutecznego gospodarowania przestrzeni internetowej przez przedstawicieli organizacji, którymi kierują szansa na sukces jest dużo, dużo większa. Doskonałym tego przykładem jest działalność IG Metall w tym zakresie. Oto bowiem ten niemiecki związek dowiódł, iż skuteczna obecność na portalach społecznościowych zjednuje im tysiące sympatków, pozwala im zbudować sieć komunikacji z tymi ludźmi i skutecznie zachęcić ich do przystępowania do związków zawodowych.

Lena Clausen, reprezentująca niemiecką konfederację związkową DGB (w jej skład wchodzi IG Metall) i gazetęEinblick potwierdziła, iżzauważalny wzrost ilości nowoprzystępujących do IG Metall zawdzięczamy właśnie odważnej polityce medialnej. Niestety, Niemcy pozstają jedynie chlubnym wyjątkiem.

-Kompetencja jest oczywiście niezbędna. FaceBook.com, Twitter czy YouTube to poważne sprawy, nie można tego robić ot, tak przy okazji. Oczywiście najlepiej gdy profile redagowane są zespołowo, ale musi to być zgrana grupa, tak by nie dochodziło do decyzyjnego paraliżu. Wtedy doświadczenia mogą być naprawdę ciekawe i inspirujące -- mówiłaElena Crasta reprezentująca brytyjski TUC. - My używaliśmy różnych narzędzi i widać wyraźnie, iż można inspirować do działania różne wirtualne społeczności. Np. w Second Life doszło nawet do wirtualnych strajków -- skonstatowała.

Obsesja kontroli

Niemałe kontrowersje wzbudził również temat możliwości swobodnego komentowania przez internautów treści zamieszczanych na portalach społecznościowych. Problemem nie jest oczywiście samo to zjawisko, lecz stosunek doń niektórych działaczy ruchu zawodowego, którzy wciąż myślą w kategoriach prowincjonalno-stalinowskich i cierpią na obsesję totalnej kontroli każdej publikacji. Wpisy na portalach społecznościowych czy publikacje w związkowych mediach nie mają za zadanie kreować wizerunku liderów, lecz organizacji, które składają się -- w swej znakomitej większości -- z szeregowych uzwiązkowionych pracowników, a nie ich administracyjnych funkcjonariuszy. Niezwykle ważnym elementem takiego wizerunku jest właśnie umiejętność reagowania na krytykę. Jeżeli ma ona charakter cenzorsko-pieniacki cała organizacja traci, zyskuje ewentualnie ego lidera. Rolą osób, które koordynują publikacje w internecie jest prowadzenie rzeczowej, wyważonej dyskusji i ostrożna selekcja wypowiedzi, które należy/można zignorować.Banowanie krytycznych wpisów to prostacka łatwizna, która przyczynia się do drastycznej destrukcji wizerunku, a nie jego budowania.

Wygląda na to, że wielu nie zrozumiało jeszcze, iż żadnej informacji nie da się zablokować. Skoro WikiLeaks kradnie tajne depesze amerykańskiego Departamentu Obrony to żadnej, nawet największy związek, nie będzie w stanie uciszyć żadnego internauty. Każdą informację usuniętą z oficjalnego profilu danej organizacji można zamieścić w dowolnym innym miejscu i zachęcić wszystkich do zapoznania się z nią. Cenzurując krytykę liderzy związkowi budują autorytet jej autorów, którzy z kolei mają wobec nas często złe intencje; tworzymy sobie w ten sposób wrogów! Jeżeli wypowiedzi zamieszczane przez kogokolwiek na stronach www związanych z naszymi organizacjami nie zawierają treści rasistowskich, ksenofobicznych, seksistowskich, gróźb karalnych czy pomówień, które mogą skutkować odpowiedzialnością prawną ew. sformułowań powszechnie uznanych za obelżywe -- mamy obowiązek z nimi polemizować. Tak brzmi ogólna konkluzja.

Komunikacja sieciowa

Drugim bardzo ważnym wnioskiem -- choć pewnie nie wszyscy wyjechali z Brukseli (tam właśnie odbywają się coroczone posiedzenia tej grupy roboczej) z kompletnym co do niego przekonaniem -- jest konieczność obalenia zupełnie niekonstruktywnego, niedemokratycznego i praktycznie niewykonalnego w dobie nowoczesnych technologii modelu komunikacji polegającego na prymitywnej transmisji informacji, wiedzy czy opinii na zasdzieTop-Down (góra-dół, z góry na dół, czyli od kierownictwa do szeregowych członków). Związki zawodowe muszą nauczycić się sieciowego działania i przywyknąć do naturalnej dziś wymiany opinii wszystkich ze wsztystkimi. Rolą związkowych mediów zaś musi byś umiejętne zarządzanie debatą, wyławianie najbardziej konstruktywnych wątków i skuteczne upowszechnianie wniosków.

Bojan Stanisławski

P.S.Z przeprowadzonej przez EKZZ kwerendy wynika, iż praktycznie wszystkie organizacje eksperymentują z kontami na platformach typu FaceBook.com, Twitter czy YouTube. Ciekawostką jest, iż blisko ¼ organizacji zrzeszonych w EKZZ zatrudnia ponad pięć osób, których głównym zadaniem jest właśnie obsługa kont utworzonych w tych portalach. 31% związków aktualizuje swoje profile codziennie, pozostałe ⅔ czynią to raz na tydzień (bardzo niewielki odsetek czyni to rzadziej, np. raz na kilka tygodni lub raz na miesiąc).